Polacy kupują je na potęgę. Chcą ich zakazać
Popularne konsole retro mogą zostać zakazane. Tego chce stowarzyszenie Entertainment Software Association.
Polacy pokochali konsole retro. Prym wiodą u nas przede wszystkim urządzenia Anbernic, ale też Miyoo. To żadne zaskoczenie, bo za niewielkie pieniądze można mieć fajny sprzęt, który pozwala na granie w produkcje z naszego dzieciństwa. Jednak problemem jest podejście producentów do praw autorskich. To nie podoba się organizacji Entertainment Software Association, która chce zakazać tego typu urządzeń.
Konsole retro na czarnej liście?
Biura Przedstawiciela ds. Handlu Stanów Zjednoczonych (Office of the United States Trade Representative) co roku prosi firmy i instytucje o zgłaszanie stron internetowych, usług i urządzeń, które powinny trafić na Notorious Markets List. To zestawienie podmiotów, które są podejrzane o ułatwianie piractwa oraz handlu podrobionymi produktami.
No i w tym roku Entertainment Software Association zgłosiło tam konsole retro z fabrycznie wgranymi ROM-ami. To właśnie one, a nie same urządzenia, są zdaniem organizacji głównym problemem.
Zdaniem organizacji, obecność gotowej biblioteki gier usuwa wszelkie barierki techniczne, które wcześniej powstrzymywały masowego konsumenta przed piractwem. Sprzedawcy bezprawnie wykorzystują chronione tytuły jako główny argument sprzedażowy, zawyżając ceny urządzeń ze względu na wgrany pakiet gier.
ESA, które repreznetuje między innymi Nintendo, Sony, Microsoft, EA oraz Ubisoft, przedstawiło 7-punktowy plan działania:
- Uznawanie preinstalowanych bibliotek gier za kluczowy dowód na prowadzenie piractwa na skalę komercyjną.
- Skrupulatne kontrole dołączanych i wysyłanych osobno nośników pamięci (karty microSD, dyski).
- Wymóg przedstawiania zezwoleń na dołączane gry oraz chronione znaki towarowe przez sprzedawców.
- Zawieszanie powtarzających naruszenia sprzedawców i powiązanych sklepów, a nie tylko pojedynczych ofert.
- Gromadzenie i zabezpieczanie danych dotyczących transakcji, płatności, wysyłek i reklam w celach egzekucyjnych.
- Lepsze ukierunkowanie służb celnych na przesyłki zawierające urządzenia i komponenty służące do wgrywania pirackiego oprogramowania.
- Skoordynowane działania przeciwko producentom, eksporterom, importerom, centrom logistycznym oraz platformom e-commerce.
Jeśli Anbernic i inni producenci zostaną wpisani na listę, to nie oznacza automatycznego zakazu sprzedaży. Natomiast byłby to ogromny cios dla azjatyckich firm, bo Amazon czy eBay mogłyby automatycznie blokować wszystkie aukcje, a nawet import urządzeń.