Znowu poczułem się jak 12-latek, którego marzenie się spełniło
LEGO pozwoliło mi znowu poczuć się jak 12-latek, którego marzenie z zaskoczenia zostało zrealizowane przez jego rodziców.
Mam wiele szczęśliwych wspomnień z dzieciństwa, ale jedno szczególnie wyryło się w mojej pamięci. Nie pamiętam dokładnego roku – mogłem mieć może 12, może 13 lat. Na pewno była to ciepła pora roku, ale raczej nie lato. Było po południu i wróciłem już po lekcjach. Czekałem, aż koledzy z podwórka też wrócą do domów, żebyśmy wspólnie wybiegli na boisko pograć w piłkę. Jednak tego wieczoru z nimi nie wyszedłem. Wszystko przez moich rodziców.
Marzenie 12-latka
Każde dziecko ma jakieś marzenie. Często są one materialne i wiążą się z konkretnym przedmiotem – co zresztą w równym stopniu dotyczy dorosłych. Moje, jak wielu dzieciaków w latach 90., dotyczyło gier.
Pamiętam, że mój tata wracał z pracy. Zadzwonił domofonem (jestem tak stary, że wtedy nie było jeszcze smartfonów) i poprosił mnie, żebym poszedł z nim na pobliski ryneczek. Przekonywał, że potrzebuje pomocy w przyniesieniu ziemniaków. Jak dziś pamiętam swój opór. Wyobraźcie sobie 12-latka, który dopiero co wrócił ze szkoły, a teraz ma jeszcze targać pyry z tatą. Mało kto byłby z tego zadowolony.
Tata tak długo mnie namawiał, że w końcu nie miałem wyboru – musiałem z nim iść. Do dziś tego nie żałuję. Gdybym wiedział, co się za chwilę wydarzy, pewnie sam wybiegłbym z domu.
Zszedłem na dół i wspólnie poszliśmy na rynek. Tata skierował jednak kroki nie ku warzywniakom, lecz do sklepu z elektroniką. Pomyślałem, że chce kupić baterie albo coś w tym stylu, więc nie wzbudziło to we mnie żadnych podejrzeń. Moje nastawienie zmieniło się jednak w mgnieniu oka, gdy tata rzucił do sprzedawcy jedno zdanie: „Pan to da”.
Wtedy moim oczom ukazało się moje marzenie – nowiutka konsola PlayStation. Ta pierwsza, klasyczna, z szarą obudową. Od razu przerobiona. Dziś nie byłbym z tego dumny, ale mówimy o przełomie lat 90., kiedy realia były zupełnie inne. Chwilę później poszliśmy do sprzedawców gier, którzy mieli stoliki wyłożone dziesiątkami tytułów, żebym od razu mógł wybrać swoją pierwszą produkcję. Doskonale pamiętam, co to było.
Mój wybór padł na GTA 2. Nie oceniajcie – umówmy się, że rodzice w tamtych czasach niewiele wiedzieli o grach, więc tata nie miał żadnych obiekcji. Z perspektywy czasu nie był to prawdopodobnie najlepszy wybór dla 12-latka.
W kolejnych latach PSX przyniósł mi mnóstwo wspaniałych wspomnień. Do dziś Resident Evil, Silent Hill, Metal Gear Solid, Tekken, Gran Turismo czy Harvest Moon to moje ukochane gry. Choć najlepiej wspominam tytuł nieco mniej znany, a może wręcz zapomniany. Arek z redakcji doskonale wie, o jakiej grze mówię, bo wielokrotnie o tym rozmawialiśmy. To Legend of Dragoon – gra, która miała być odpowiedzią Sony na serię Final Fantasy. Dla mnie była doskonała, niestety nigdy nie doczekała się kontynuacji.
Powrót do czasów młodości
Dlaczego o tym piszę? Bo LEGO wydało nowy zestaw, który pozwala z kultowych klocków zbudować pierwsze PlayStation. Wystarczyło, że zobaczyłem zapowiedź tego modelu, a od razu wróciły do mnie wszystkie wspaniałe wspomnienia. Dzięki uprzejmości PlayStation miałem okazję złożyć zestaw, który dumnie spoczął na półce obok hełmu Dartha Vadera i Rękawicy Nieskończoności z komiksów Marvela.
LEGO we współpracy z PlayStation przygotowało w tym zestawie kilka smaczków. W środku znajdują się dwie plansze nawiązujące do dwóch hitowych produkcji: Gran Turismo oraz Ape Escape. Pamiętam, jak grałem w obie. Może nie zostałem wielkim fanem tej drugiej, ale wirtualne tory przemierzałem długimi godzinami – głównie w Gran Turismo 2.
Samo składanie zestawu było ogromną przyjemnością, choć musicie liczyć się z tym, że to zajęcie na kilka godzin – w końcu składa się z 1911 elementów. Nie wiem dokładnie, ile mi to zajęło, ale myślę, że w sumie około 5–6 godzin, które rozłożyłem sobie na 3 dni. Proces nie jest trudny. Nie ma tu przesadnie skomplikowanych konstrukcji, więc każdy sobie poradzi, o ile będzie uważnie podążać za instrukcją.
Końcowy produkt prezentuje się rewelacyjnie. To nie tylko sama konsola, ale też kontroler, który można podłączać i odłączać od portu. Jakby tego było mało, klapka czytnika płyt otwiera się po wciśnięciu przycisku „open”. Drobiazg, ale strasznie cieszy.
Wiem, jestem dorosłym facetem, który zachwyca się klockami. Po pierwsze – nie ma w tym absolutnie nic złego. Nigdy nie wstydźcie się swoich zainteresowań i hobby. Po drugie – naprawdę poczułem się znowu jak 12-latek. Zacząłem nawet szukać PSX-a, którego mógłbym kupić. Jeszcze nie wiem, co na to moja żona, ale znowu jestem tym dzieciakiem, którego tata zabrał do noszenia ziemniaków, a do domu wrócił z wymarzoną konsolą.
Jeśli chcielibyście kupić LEGO PlayStation (zestaw ma numer 72306), musicie liczyć się z wydatkiem rzędu 620 zł. Wiem, że to sporo, ale moim zdaniem naprawdę warto.
Zestaw LEGO PlayStation został nam udostępniony przez LEGO, ale firma nie miała wpływu na opinię autora.