Te słuchawki miały dokonać niemożliwego. Sprawdziłem, czy wyszło
Słuchawki typu open-ear to jedna z bardziej intrygujących gałęzi branży audio. Mowa o sprzęcie, który w wielu scenariuszach – głównie tych związanych z aktywnością fizyczną – absolutnie nie ma sobie równych. Z drugiej strony sama konstrukcja tego typu urządzeń niesie ze sobą bardzo poważne ograniczenia.
Czy w związku z tym model pokroju Shokz OpenFit Pro z ceną rzędu 949 zł ma w ogóle rację bytu? W teorii nowe słuchawki mają solidny atut w postaci technologii aktywnej redukcji szumów (ANC). Postanowiłem sprawdzić, czy rzeczywiście mamy do czynienia z objawieniem, czy drogim niewypałem.
Wygląd i wykonanie
Fundamentalnie konstrukcja Shokz OpenFit Pro praktycznie nie różni się od innych modeli tego typu. Dostajemy więc charakterystyczne haczyki z głośnikiem umieszczonym tuż koło kanału słuchowego i akumulatorem dociążającym całość po drugiej stronie.
Design jest raczej funkcjonalny. Jest tu kilka elementów, które przełamują jednolitą strukturę słuchawek, ale trudno je nazwać ozdobnikami. Część elementów obudowy wykonana jest z aluminium, a całość dość gęsto usiana jest kratkami i otworami, pod którymi skrywają się mikrofony.
Generalnie całość wizualnie sprawia wrażenie konstrukcji bardziej skomplikowanej niż typowe open-eary, które do tej pory widywaliśmy na rynku, ale niewiele tu elementów naprawdę interesujących. Wspomnieć chciałbym jedynie o drobnych wypustkach, pod którymi skrywają się przyciski funkcyjne. Praktyczne, nawet jeśli niekoniecznie piękne.
Wykonanie słuchawek jest solidne, choć nie ma tu nic, co na pierwszy rzut oka uzasadniałoby cenę rzędu blisko 1000 zł. Obudowy Shokz OpenFit Pro to połączenie gumowanego, elastycznego tworzywa z elementami z aluminium. Producent chwali się nawet użyciem w konstrukcji słuchawek elementów ze stopu tytanu. Spasowanie elementów jest bardzo dobre, całość sprawia przyjemne wrażenie w bezpośrednim kontakcie i ogólnie wygląda to wszystko naprawdę nieźle, ale bez efektu „wow”, który cena mogłaby sugerować.
Tego ostatniego należy szukać raczej w etui ładującym. Przy wymiarach 7x6 cm nie jest ono może szczególnie kompaktowe, ale dla sprzętu tej kategorii to raczej norma. Trzeba natomiast przyznać, że robi ono dobre wrażenie. Połączenie aluminium i gumowanego plastiku daje wrażenie produktu pozycjonowanego wyżej od większości słuchawek tego typu, szczególnie w połączeniu z płynną, ale stabilną pracą zawiasu.
Mam natomiast pewne obawy, jak zastosowane materiały będą znosiły próbę czasu i czy ślady używania nie zaczną szybko szpecić powierzchni case’a. No i układ słuchawek w samym etui nie jest w pełni intuicyjny – potrzebowałem dobrych kilku dni, by nauczyć się chować je „w biegu”.
Komfort i obsługa
Masa pojedynczej słuchawki to 12,3 g, co w połączeniu z odpowiednio elastyczną konstrukcją i przyjemnymi w dotyku materiałami sprawia, że Shokz OpenFit Pro są bardzo wygodne podczas codziennego noszenia. Nawet na tle innych modeli typu open-ear testowane słuchawki wypadają pod tym względem wyjątkowo dobrze.
Warto podkreślić, że całość trzyma się ucha bardzo stabilnie, dzięki czemu sprawdzi się w prawdopodobnie głównym scenariuszu, do którego będzie używana: podczas uprawiania sportu. Nic nie uwiera, nie przesuwa się po małżowinie i nie sprawia wrażenia, jakby miało za chwilę spaść na ziemię.
Warto podkreślić, że praktycznie cała obsługa słuchawek odbywa się z pomocą fizycznych przycisków. Te są łatwo wyczuwalne pod palcem i dają wyraźny feedback przy każdym naciśnięciu. Może jest to rozwiązanie nieco mniej uniwersalne od sterowania gestami dotykowymi, ale za to podczas chodzenia po mieście lub ćwiczeń okazuje się znacznie bardziej niezawodne i intuicyjne.
Łączność i aplikacja
Shokz OpenFit Pro łączą się z telefonem lub komputerem za pomocą standardu Bluetooth 6.1. Warto nadmienić, że obsługują funkcję multipoint i pozwalają na jednoczesne połączenie z dwoma źródłami. Do stabilności połączenia nie mam większych zastrzeżeń – dopóki jesteśmy w tym samym lub sąsiednim pomieszczeniu, raczej nie powinno być problemu z żadnymi zakłóceniami lub utratą dźwięku.
Dostęp do bardziej zaawansowanych funkcji uzyskamy z poziomu aplikacji Shokz dostępnej dla Androida i iOS. Oferuje ona przejrzysty interfejs oraz możliwość zmiany najważniejszych ustawień, w tym m.in. przeprogramowanie przycisków, aktywację funkcji Dolby Atmos czy regulację siły tłumienia hałasów. Przydatne rzeczy, choć niekoniecznie pierwszej potrzeby.
Izolacja i ANC
Normalnie tematu izolacji w ogóle bym w przypadku słuchawek open-ear nie poruszał, bo siłą rzeczy nie ma tutaj na nią miejsca. Tyle tylko, że producent wyposażył model OpenFit Pro w funkcję ANC. Czy ma to sens?
No właśnie niezbyt. Nawet na maksymalnym ustawieniu redukcja hałasu charakteryzuje się minimalną skutecznością. Owszem, potrafi nieznacznie ograniczyć jednostajne szumy występujące w bardzo wąskim zakresie, ale nie eliminuje ich całkowicie.
Co więcej, taki zabieg eksponuje inne rozpraszające dźwięki, które normalnie zlewałyby się z tłem, a zastosowany system ANC daje mocny efekt „zatkanego ucha”, znany z wczesnych implementacji tej technologii. Ostatecznie efekt jest więc w mojej ocenie odwrotny od zamierzonego.
Brzmienie i jakość dźwięku
Niestety Shokz OpenFit Pro obsługują wyłącznie standardowy zestaw kodeków Bluetooth, czyli AAC i SBC. Na całe szczęście nie ogranicza to ich potencjału, jeśli chodzi o jakość dźwięku.
Mówiąc krótko, to najlepsze dźwiękowo słuchawki open-ear, jakich miałem okazję słuchać. Fakt, poprzeczka nie jest powieszona przesadnie wysoko, ale stawia to testowany model w kompletnie innej kategorii, gdzie słuchanie muzyki przestaje już być tylko dodatkiem, a może stanowić sensowny argument za zakupem.
Trzeba natomiast mieć świadomość, w co się pakujemy. Testowany model gra jasnym brzmieniem z mocno wyeksponowaną średnicą. To ta część pasma gra tutaj pierwsze skrzypce. Jest czytelna i rozdzielcza, a przy tym podana bardzo gładko. W niektórych utworach może brakować odrobiny ciepła, ale z dwojga złego wolę to, niż efekt grania spod koca, który pamiętam z oryginalnych Shokz OpenFit.
Góra jest obecna, choć stosunkowo łagodna. Świetnie komponuje się ze średnicą, dodając jej klarowności. Sybilanty są obecne, ale nie skupiają na sobie nadmiernej uwagi. Podobnie „maskowane” są ostre dźwięki w słabszych realizacjach.
Najsłabszym ogniwem są basy, bo ze względu na konstrukcję praktycznie ich tu nie uświadczymy. Najniższe tony zostają całkowicie odcięte. Mamy natomiast sporo średniego basu, co pomaga nadać całemu dźwiękowemu spektrum odpowiedniego ciężaru, ale nadal może się okazać niewystarczające dla niektórych gatunków elektronicznych.
Najmocniejszymi punktami tutejszego audio są bez wątpienia rozdzielczość oraz separacja. Każdy dźwięk można bez trudu prześledzić i przypisać do odpowiedniego źródła, co daje bardzo fajny efekt. Co prawda sama scena miejscami nieco się „rozjeżdża” i miewa problemy ze spójnością, ale ogólny efekt i tak jest dużo lepszy niż to, czego bym się spodziewał po słuchawkach open-ear.
Mikrofon
Jakość dźwięku rejestrowanego przez wbudowany mikrofon oceniam jako przyzwoitą, ale nic ponadto. Rejestrowany dźwięk jest mocno zniekształcony i skupiony w wąskim zakresie częstotliwości. Klarowność pozostawia nieco do życzenia – kilkukrotnie podczas testów spotkałem się z komentarzami rozmówców, że słabo mnie słychać. Teoretycznie sprawdzi się do rozmów telefonicznych, ale w tej klasie sprzętu można by już liczyć na nieco więcej.
Bateria
Producent obiecuje, że wbudowany akumulator wystarczy nawet na 12 godzin nieprzerwanego słuchania z wyłączoną redukcją szumów, a w połączeniu z etui ładującym uzyskamy nawet 50 godzin pracy z dala od gniazdka. Z moich obserwacji liczby te są zgodne z rzeczywistością. Na baterię zdecydowanie nie można tutaj narzekać.
Do ładowania słuchawek można wykorzystać zarówno przewód USB-C, jak i ładowarkę bezprzewodową w standardzie Qi.
Podsumowanie
Shokz OpenFit Pro to najlepsze słuchawki typu open-ear jakie testowałem. Wygodne, świetnie wykonane i – co chyba najważniejsze – oferujące bardzo dobrą jakość dźwięku. Aż szkoda, że producent wyposażył je w redukcję szumów i tę funkcję tak mocno promuje, bo to prawdopodobnie ich najsłabszy element. Ba, osobiście widzę tutejsze ANC jako swego rodzaju „pułapkę na naiwnych” – coś, co wiele osób przekona do zakupu tylko po to, by koniec końców okazać się rozczarowaniem. Szkoda, bo to spora rysa na naprawdę dobrym produkcie.
Tylko że nowe Shokzy w dalszym ciągu pozostają sprzętem niszowym. Świetnie grają, są niesamowicie wygodne, ale umówmy się – w większości scenariuszy TWS-y lub słuchawki nauszne w podobnej cenie zaoferują nam znacznie więcej. No i tu pojawia się pytanie, czy jesteście gotowi dać 1000 zł na sprzęt, który założycie jedynie podczas biegania lub jazdy na rowerze? Jak tak, to lepszych słuchawek niż Shokz OpenFit Pro ze świecą szukać. Jeśli nie… cóż, tańszych opcji bynajmniej nie brakuje.
-
Rewelacyjna jakość dźwięku
-
Wysoki komfort noszenia
-
Dobra jakość wykonania
-
Wygodna obsługa z użyciem fizycznych przycisków
-
Długi czas pracy na jednym ładowaniu
-
Funkcjonalna aplikacja
-
Funkcja redukcji szumów w obecnej formie nic nie wnosi
-
Wysoka cena
-
Przeciętny mikrofon