Rowerzysta podjął fatalną decyzję. Zamiast 1000 zł, musi zapłacić 6000
Z policjantami z drogówki naprawdę lepiej nie zadzierać. Nie opłaca się, wsiadać na rower po wypiciu alkoholu, ani też uciekać przed kontrolą drogową. To nie tylko może być niebezpieczne dla innych na drodze, ale także słono kosztować delikwenta z tego typu fantazją.
Rowerzysta i mandat 6000 zł. Dlaczego aż tyle?
Policjanci z Oświęcimia chcieli zatrzymać do rutynowej kontroli 33-letniego rowerzystę. Mężczyzna jednak, zlekceważył polecenia mundurowych i zamiast zatrzymać swój jednoślad, postanowił ruszyć do ucieczki. Szybko wyszło na jaw, że powodem takiego zachowania była próba uniknięcia konsekwencji za jazdę po alkoholu.
Nie od dziś wiadomo, że rowerzyści są pełnoprawnymi kierowcami i za naruszenie przepisów czekają ich surowe mandaty. A katalog wykroczeń, za które lekkomyślny rowerzysta może zostać ukarany jest coraz to bogatszy, a kary coraz to wyższe.
Pisaliśmy całkiem niedawno o tym, że w 2026 roku, wysoki mandat rowerzyście grozi za jazdę rowerem w stanie nietrzeźwości. 1000 złotych za jazdę po spożyciu alkoholu (0,2-0,5 promila) i 2500 złotych (powyżej 0,5 promila).
Tu jednak sprawa okazała się nieco bardziej skomplikowana, a zarazem jeszcze bardziej kosztowna. Po pierwsze, rowerzysta wsiadł na rower po alkoholu, po drugie zlekceważył policyjny nakaz i nie zatrzymał się do kontroli, zamiast tego przyspieszył i pojechał dalej. Na widok radiowozu, porzucił rower w bocznej uliczce i uciekał dalej. Po tym, jak funkcjonariusze go dogonili i zatrzymali, badanie alkomatem wykazało 0,3 promila alkoholu. Za jazdę w stanie nietrzeźwości policjanci, zgodnie z obowiązującym taryfikatorem, nałożyli na niego 1000 złotych mandatu.
Niestety, za niezatrzymanie się do kontroli drogowej, rowerzysta, dostał mandat w kwocie 5000 złotych. Co zatem idzie, łącznie musi zapłacić 6000 złotych, co jest kwotą naprawdę odczuwalną.