Rolnicy mierzą się z plagą nowych szkodników. Tymi na hulajnogach
Coraz częstszym zjawiskiem jest niszczenie plonów i zasiewów przez nastolatków na hulajnogach elektrycznych. Dzieje się tak, ponieważ wiele modeli ma dość terenowe zacięcie, a jazda nimi jest destrukcyjna dla upraw.
Nie po sionym! Dla niektórych to zabawny okrzyk chłopka-roztropka ze wsi. Dla tych, którzy mają więcej, niż 10 szarych komórek i minimum empatii to rozpaczliwy krzyk człowieka, który właśnie traci owoce swojej ciężkiej pracy i będzie musiał przeżyć kolejny rok za zauważalnie mniej pieniędzy, bo ktoś niszczy jego uprawy dla zabawy. I chociaż samo środowisko motocrossowe coraz głośniej otwarcie potępia takie patologie, to pojawiły się nowe szkodniki, bez zahamowań moralnych: młodzież na hulajnogach elektrycznych. Czyli osoby, które często ani nie przejmują się konsekwencjami, ani nie interesuje ich nic, poza nimi samymi i ich zabawą.
Szkodniki na hulajnogach niszczą uprawy
Brzmi, jakbym robił z igły widły? Raz się przejadą i nic przecież się nie stanie? Nic bardziej mylnego. Dobrym przykładem jest incydent z Boguchwały w województwie podkarpackim. Otóż tam grupa nastolatków w wieku od 13 do 15 lat urządziła sobie wyścigi po polu kukurydzy. Jak poinformowała KP w Boguchwale:
Jak przekazał funkcjonariuszom, uszkodzeniu uległo około 300 metrów kwadratowych kukurydzy. Wartość poniesionych strat oszacował na około 3 tys. złotych. Z uwagi na wiek sprawców, zgromadzony materiał w sprawie zostanie przekazany do Sądu Rodzinnego, który zadecyduje o ich dalszym losie.
Zwykle takich gagatków jednak nie da się ustalić. Ot, rolnik przyjeżdża doglądać pole i widzi zniszczenia. A nawet jeśli uda się ustalić sprawcę, to według Art. 156. kodeksu wykroczeń nawiązka za niszczenie traw, co za tym idzie także zbóż może sięgać do 500 zł. Tym samym konieczna jest tu sprawa cywilna i to z rodzicami dzieci, a nie nimi samymi, ponieważ tu mamy do czynienia z małoletnimi.