Kiedyś podziwiałem Gatesa. Dzisiaj od tych bilionów boli mnie głowa
Kiedyś to były czasy - majątki bogaczy i kapitalizacje największych firm liczono w miliardach dolarów. Dzisiaj czasów nie ma, przeszliśmy na biliony. Tak szybkiego i drastycznego skoku chyba niewiele osób się spodziewało.
Firmie Apple kilka dekad zajęło, by osiągnąć wycenę na poziomie 1 bln dolarów. Spółka Anthropic osiągnęła to w kilka lat. Zmieniła się skala funkcjonowania branży IT i dla przeciętnego odbiorcy stała się ona nie tylko abstrakcyjna, ale wręcz absurdalna.
Majątek Gatesa robił wrażenie. Ten Muska jest abstrakcyjny
Pod koniec poprzedniego stulecia majątek Billa Gatesa szacowano na 100 mld dolarów. Nie trwało to długo, było efektem tzw. bańki dotcomowej, ale wrażenie robiło. Pamiętam, że jako nastolatek próbowałem sobie wyobrazić tę kwotę, możliwości, jakie stwarza. Mogło się wówczas wydawać, przynajmniej mnie, że to jest majątek, który na długie lata wyznaczy górną granicę bogactwa. Niewiele ponad ćwierć wieku później owa górna granica doczekała się kolejnego zera – portfel Elona Muska wyceniono na 1000 mld dolarów. Czyli bilion.
Ta zmiana skali ostatnio coraz częściej daje o sobie znać, gdy przeglądam doniesienia z branży. Bo zdecydowanie nie chodzi tylko o to, że jeden pan zastąpił drugiego na czele listy najbogatszych i to ze znacznie grubszym portfelem. Pod względem finansów w sektorze IT nastąpił drastyczny skok – dla przykładu pieniądze przeznaczane na inwestycje te 25 lat temu, dzisiaj należy uznać za drobne.
Na zakupy trzeba wychodzić z bardzo grubym portfelem
Jeśli ktoś przejrzy historię zakupów Microsoftu, bo to na nim dorobił się przywołany już Bill Gates, zauważy, że w latach 90. poprzedniego stulecia korporacja z Redmond kupowała inne podmioty za kilkanaście-kilkadziesiąt milionów dolarów. Czasem kwota szła w setki milionów. Ale to nie był standard. A pęknięcie bańki dotcomowej mocno ostudziło emocje i wydawanym dolarom przyglądano się baczniej. Ten sam Microsoft na początku bieżącej dekady był już skłonny wydać na przejęcie Activision Blizzard dziesiątki, ale nie milionów a miliardów dolarów. Po drodze wydał fortunę na zakup m.in. LinkedIna.
Nie jest to oczywiście zjawisko właściwe dla jednej firmy – podobnie sprawa wyglądała w przypadku Google/Alphabet czy Amazona. Z tego modelu wyłamuje się Apple, ale głównie dlatego, że nigdy nie było firmą skorą do wydawania dużych środków na przejęcia. Nie jest też tak, że wspomniany scenariusz realizowany jest wyłącznie na rynku amerykańskim, choć ten najbardziej rzuca się w oczy.
Inflacja? Nie można nią wyjaśnić skali zjawiska
Ktoś powie: to nic nadzwyczajnego, daje o sobie znać inflacja. Jak w każdej dziedzinie życia. I częściowo jest to oczywiście prawda. Ale sprawa raczej wykracza poza to tłumaczenie. Obserwujemy raczej sytuację, w której sektor IT zasysa pieniądze niczym czarna dziura. Wystarczy spojrzeć na rynek reklamy, który dzisiaj zdominowany jest przez Alphabet, Metę i Amazona. Reszta stawki musi walczyć o coraz węższy kawałek tortu. A skoro do wspomnianej trójki popłynęły setki miliardów dolarów, można je przeznaczyć na swój wzrost.
Fabryki i startupy za grube miliardy
Dzisiaj oznacza to pakowanie gigantycznych pieniędzy w sektor tzw. sztucznej inteligencji. I tu ponownie widzimy zmianę skali. Gdy dzisiaj np. Samsung informuje o rozbudowie swoich mocy produkcyjnych, by sprostać popytowi na komponenty potrzebne do wzrostu sektora SI, mowa jest o setkach miliardów dolarów. A krocie na tym zarabiają już nie tylko top menedżerowie, ale nawet szeregowi pracownicy fabryk. Czy ktoś na przełomie stuleci mógł sobie wyobrazić, że na budowę zakładu produkcyjnego trzeba będzie wydać kilkadziesiąt mld dolarów? A teraz to przestaje zaskakiwać, czego dobrym przykładem nie tylko inwestycje gigantów z rynku półprzewodników – Tesla i SpaceX chcą wydać na Terafab grubo ponad 50 mld dolarów.
Skala zmieniła się na szczycie, ale też w niższych partiach biznesu. W poprzedniej dekadzie spore wrażenie mógł robić fakt, że startup stawał się jednorożcem, czyli podmiotem wycenianym na minimum 1 mld dolarów. Na polskim rynku trwało wręcz nerwowe wyczekiwanie na pierwszego rodzimego jednorożca. A dzisiaj obserwujemy sytuację, w której firma Anthropic wyceniana jest na 965 mld dolarów po pięciu latach od powstania.
Apple zajęło to dekady, Anthropic potrzebował kilku lat
Jasne, że jej wiek nie jest kwestią najważniejszą, a sam przykład można uznać za skrajny, ale jednak pokazuje on pewne zmiany w branży. Firmom Google czy Meta dłużej zajęło dobicie do takiej wyceny. Niektórzy pamiętają zapewne, jak pod koniec poprzedniej dekady ekscytowano się tym, że Apple może zostać firmą o kapitalizacji przekraczającej 1 bln dolarów.
Potem cmokano nad kolejnymi podmiotami, które dołączały do tego wąskiego grona, w tym Microsoftem czy Amazonem. Dzisiaj ta grupa jest już dość liczna, a kwota przestała dziwić. Z nielicznymi wyjątkami – wciąż czekamy na europejskiego gracza o takiej kapitalizacji. Możliwe, że będzie nim ASML. Podsumowując to wszystko, powtórzę: Anthropic zbliżył się do tego pułapu w dość krótkim czasie. Można odnieść wrażenie, że bez wielkiego wysiłku.
Tak, skala biznesu IT zmieniła się diametralnie, czasem przybiera to już dość abstrakcyjną formę. Bo o ile trudno było sobie wyobrazić majątek wynoszący 100 mld dolarów, o tyle przy bilionie dolarów człowiek zaczyna się zastanawiać, czy dobrze przetłumaczył wartość z angielskiego. Zastanawia przy tym, czy (ewentualnie jak długo) ta sprężyna będzie się jeszcze nakręcać? Może to o firmie, która dzisiaj powstaje, napiszę za rok, że jest wyceniana na bilion dolarów?