Lidl testuje nowe rozwiązanie. To bicz na cwaniaków

Lidl testuje technologię LAPI, czyli system automatycznego rozpoznawania tablic rejestracyjnych. Co prawda na razie we Francji, ale znając życie, jeśli pomysł się przyjmie, zapewne zobaczymy go w kolejnych krajach.

Dominik Krawczyk (dkraw)
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Lidl testuje nowe rozwiązanie.  To bicz na cwaniaków

Czym jest LAPI? – zapytacie. To technologia, znana także pod akronimem ALPR, która pozwala odczytać i porównać numery rejestracyjne pojazdów. Kamera najpierw wykonuje zdjęcie, a następnie, wykorzystując algorytm rozpoznawania znaków, OCR, wprowadza kolejne tablice do bazy danych. W przypadku sklepowych parkingów idea jest taka, by klienci nie przekraczali wyznaczonego, darmowego czasu parkowania, zostawiając na przysklepowym placu swoje auto w celu innym niż dokonanie zakupów.

Dalsza część tekstu pod wideo

W Polsce zazwyczaj drukuje się bileciki z wyznaczoną godziną, ale pracownicy sklepu muszą później sprawdzać je na własną rękę. Tymczasem LAPI cały proces automatyzuje. Nie jest to rzecz zupełnie nieznana, bo z takiego systemu korzysta choćby galeria G-City Reduta w Warszawie, jednak pod dyskontami raczej dotąd niespotykana.

Jak donosi francuski serwis Tom's Guide, od pewnego czasu systemy LAPI zaczęły pojawiać się nie tylko w dużych galeriach, ale też pod samodzielnymi marketami, głównie sieci Lidl oraz Aldi. Dziennikarz Aymeric Geoffre-Rouland dodaje, że kontaktował się w tej sprawie z CNIL, tamtejszym odpowiednikiem polskiego UODO, i zyskał potwierdzenie, że takie zjawisko faktycznie występuje. Co ważne, dopóki sklep czytelnie informuje o obecności kamer i wykorzystuje dane jedynie do nadzoru własnej posesji, ma mieć do tego pełne prawo – czytamy. 

Czy kierowcom, którzy wykorzystują parking pod dyskontem zgodnie z przeznaczeniem powinno to przeszkadzać? Bynajmniej – w końcu tablica to coś, co i tak każdy widzi gołym okiem. Inna sprawa, że mieszkając w pobliżu sklepu, wielokrotnie widuję auta zostawione na parkingu niemal na całą dobę. To może irytować nie tylko właściciela czy kierownictwo punktu, ale też faktycznych klientów.