Polacy drżą ze strachu. Kary sypią się jak szalone

Masz fotowoltaikę na dachu? No to jesteś na cenzurowanym. Urząd Regulacji Energetyki (URE) bierze się za gagatków takich jak Ty. Jednak jeśli masz czyste sumienie, to nie masz się czego bać.

Paweł Maretycz (Maniiiek)
3
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Polacy drżą ze strachu. Kary sypią się jak szalone

Aby ktoś z URE w ogóle zapukał do Twoich drzwi, to rzecz jasna konieczny jest donos. Jednak nie od sąsiada, a od Twojego operatora energetycznego. Ten ma miejsce, kiedy dość kreatywnie i nieszablonowo podchodzisz do zapisów w umowie. Na przykład dołożysz panel, czy kilkanaście na boku, nie tylko przekraczając deklarowaną moc, ale często także przebijając się przez limit 50 kWp, które jest górną granicą mikroinstalacji.

Dalsza część tekstu pod wideo

URE patrzy właścicielom fotowoltaiki na ręce. Kary lecą jak szalone

Czy to aż tak duży problem? Właściwie to tak. Zbyt duża moc fotowoltaiki może nadmiernie obciążać sieć. Zwłaszcza w sytuacji, w której operator nie zdaje sobie sprawy z tego, że taka sytuacja w ogóle ma miejsce. Problemem mogą być tu same kary. Obecnie URE nałożyło je w wysokości 129 800 zł. I chociaż to duża kwota, to jest to suma kar nałożonych na 132 osoby. 

Wynika to z tego, że maksymalna kara nałożona przez URE może wynosić do 1000 zł. Jest to dość... niewiele. I tu pojawia się pytanie: czy warto ryzykować? Czy potencjalne zyski z dołożenia paneli fotowoltaicznych przekraczają ryzyko utraty 1000 zł? Szczególnie w sytuacji, w której ktoś zrobi sobie nie mikroinstalację, a prawdziwą elektrownię bez zgłoszenia? 

W końcu nie chodzi tu o karanie ludzi za to, że coś w papierach się nie zdarza, a za to, że mają oni realny i negatywny wpływ na okoliczną sieć elektroenergetyczną, na czym mogą cierpieć ich sąsiedzi. A mimo to kara zdaje się symboliczna. Zwłaszcza przy kosztach samej instalacji.