Klienci na zakupach skarżą się na jedno. Lidl się tłumaczy
Znów chodzi o kasy samoobsługowe. Miały ułatwić życie kupującym, a tymczasem, stały się też powodem do coraz to częstszego narzekania. Chodzi o jedną kluczową kwestię.
Zamiast z człowiekiem, kontakt z kasą
Klienci, korzystający z kas samoobsługowych, owszem, cenią sobie wygodę i samodzielność, ale mają problem z jednym. W momencie, kiedy chcą kontaktu z kasjerem, są kierowani do samoobsługi. Sprawę poruszył Portal Spożywczy, który postanowił wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje. Okazuje się, że w dyskontach, takich jak Lidl i Biedronka, coraz częściej klienci mają problem z doproszeniem się o otwarcie tradycyjnego stanowiska. Są odsyłani do kas samoobsługowych. Zjawisko to ma miejsce szczególnie rano i pod koniec dnia.
Czy faktycznie kasy tradycyjne odejdą wkrótce do lamusa?
Sprawa nie jest tak beznadziejna, jak mogłaby się wydawać niektórym rozgoryczonym klientom. Okazuje się, że w dyskontach panują ściśle określone zasady. Zarówno Lidl, jak i Biedronka podkreślają, że klienci nadal mogą korzystać z kas tradycyjnych, jeśli życzą sobie kontaktu z kasjerem. Lidl nawet podkreślił, że kasa tradycyjna zawsze zostanie otwarta na prośbę klienta, i nie ma absolutnie przymusu korzystania z samoobsługi. Jeśli coś takiego miało miejsce, to był to odosobniony przypadek.
Tak się może wydawać, że kasy samoobsługowe wkrótce wyprą te tradycyjne. Często liczba kas zmienia układ sklepu i organizację placówek. Ale wynika to jedynie z ich popularności. Miejmy nadzieję, że jak najdłużej (jak deklaruje Lidl) korzystanie z kas samoobsługowych, pozostanie wyborem kupującego. A kasjerzy nadal będą dostępni.