Wyłączyli zdalnie elektrownię na 4 dni. Irańczycy bawią się w hakerów
W niewielka elektrownia w Wielkiej Brytanii została wyłączona na cztery dni wskutek ataku hakerów powiązanych z władzami w Teheranie. To pierwsze w historii udane uderzenie tego typu w brytyjską infrastrukturę energetyczną, które doprowadziło do paraliżu instalacji.
Atak owiany tajemnicą
Ze względów bezpieczeństwa rząd w Londynie oraz brytyjskie Narodowe Centrum Cyberbezpieczeństwa (NCSC) nie ujawniły dokładnej lokalizacji obiektu. Przekazano jedynie, że celem był niewielki generator i dostawy prądu dla obywateli nie były zagrożone. Do pierwotnego źródła informacji ze sporym opóźnieniem jako pierwszy dotarł Telegraph, a późniejsze przedruki w BBC czy Financial Times bezpośrednio na nim bazują.
Sukces napastników zdołał obnażyć powszechne luki w zabezpieczeniach systemów przemysłowych. Utrzymanie przestoju przez niemal sto godzin stanowi jednoznaczny sygnał alarmowy dla całej branży energetycznej.
Ataków będzie więcej
W tym samym czasie w Stanach Zjednoczonych irańskie grupy hakerskie zaatakowały infrastrukturę wodociągową i kanalizacyjną w co najmniej 12 stanach. Kiedy Wielka Brytania zezwoliła siłom zbrojnym USA na użycie swoich baz (m.in. RAF Fairford) do celów obronnych w toczącym się konflikcie, Teheran otwarcie zapowiedział działania odwetowe. Niespodziewanie i zaskakująco skutecznie wojna przeniosła się do cyberprzestrzeni.
James Griffiths, były doradca brytyjskiego wywiadu elektronicznego GCHQ, przypomniał o wieloletnim niedofinansowaniu kluczowej infrastruktury i ciągłym opieraniu jej na przestarzałych technologiach. Zwrócono też uwagę na fakt, że mniejsi operatorzy energii, którzy często są wyłączeni z rygorystycznych, rządowych wymogów dotyczących monitoringu i raportowania incydentów, stanowią dziś miękkie podbrzusze krajowego systemu.
Zobacz: Polska kończy z węglem. Gaz i atom to przyszłość
Zobacz: Zygmunt Solorz i Michał Sołowow chcą zbudować elektrownię jądrową SMR
Same zaś ataki na mniejsze obiekty określane są przez specjalistów jako swego rodzaju poligon doświadczalny dla wrogich służb przed precyzyjnymi uderzeniami w najważniejsze węzły sieci.
Mimo że krajowa sieć tym razem przetrwała próbę sił bez większego uszczerbku, brytyjski incydent bezlitośnie udowodnił, że to obiekty cywilne, a nie wojskowe będą teraz pierwszą linią frontu.