Shark ChillPill walczy z upałami na 3 sposoby (Test)
Shark ChillPill jest sprzętem uszytym na miarę moich potrzeb. To aż 3 metody aktywnego chłodzenia w maleńkim, atrakcyjnym wizualnie urządzeniu. Tylko czy warto wydać aż tyle?
W Polsce upały są często bardziej uciążliwe niż w tropikach
Polsce trwa narastający deficyt wody i w wielu regionach występuje susza rolnicza oraz hydrologiczna. Chociaż z pozoru nie mamy tutaj często upalnych dni, gdy te nas dosięgają, są bardziej uciążliwe niż nawet i ponad 40 stopni w tropikach. Kto raz wybrał się na urlop do Grecji czy Egiptu, ten rozumie tę różnicę. Polska to nie plaża z przyjemną bryzą, tu człowiek naprawdę męczy się. W miniony weekend powietrze stało w miejscu, a ponad 30 stopni dopiekało Polaków nieprzyjemnie. Lepszego momentu na sprawdzenie Shark ChillPill nie mogłem sobie wymarzyć. I powiem krótko — amerykańska maszynka pracowała niemal non stop.
Rynek od lat zalewa nas falą tanich, plastikowych wentylatorków na baterie, które z założenia mają przynosić ulgę, ale w rzeczywistości oferują jedynie słaby, irytujący podmuch gorącego powietrza, przypominający suszarkę do włosów. W tym gąszczu elektrośmieci pojawia się jednak światełko w tunelu (a raczej orzeźwiająca bryza) - amerykańska marka SharkNinja, znana na całym świecie z projektowania innowacyjnych odkurzaczy i genialnego sprzętu AGD, postanowiła przenieść swoje inżynieryjne doświadczenie na grunt chłodzenia osobistego. Efektem tych prac jest Shark ChillPill – osobisty system chłodzenia 3 w 1.
To już nie jest wiatraczek, to cały system chłodzenia
559,99 zł — aż tyle przyjdzie nam zapłacić za Shark ChillPill. I to właśnie z ceną trzeba się przede wszystkim zmierzyć w tej recenzji, bo krótko mówiąc, wyrywa z butów, pomimo nawet renomy marki.
Kluczowym elementem projektowym jest kompaktowość. System ChillPill, jak sugeruje sama nazwa, ma przypominać tabletkę uśmierzającą ból — w tym wypadku ból związany z przegrzaniem. Urządzenie jest na tyle małe, że bez najmniejszego problemu zmieści się w przeciętnej damskiej torebce, plecaku czy nawet większej kieszeni spodni cargo. Pomimo zaawansowanych podzespołów ukrytych wewnątrz, waga urządzenia jest optymalna; na tyle duża, by sprawiać wrażenie solidności, ale na tyle niska, by nie męczyć nadgarstka podczas dłuższego trzymania.
To, co całkowicie deklasuje konkurencję w segmencie chłodzenia przenośnego, to oferowany przez Sharka system „3 w 1”. Zamiast wbudowywać wszystkie funkcje na stałe w jedną nieporęczną obudowę, producent zastosował rozwiązanie modułowe. Główny korpus z akumulatorem to jednostka centralna, do której podpinamy odpowiednie nasadki, w zależności od tego, czego w danej chwili potrzebujemy. W zestawie otrzymujemy kilka wymiennych końcówek.
Shark ChillPill to system 3 w 1
Wentylator o dużej prędkości to pierwsza z funkcji urządzenia. Po założeniu nasadki wentylatora urządzenie zamienia się w klasyczny wiatrak osobisty, jednak o nieklasycznej mocy. Aerodynamicznie zaprojektowane łopatki w połączeniu z mocnym, bezszczotkowym silnikiem generują strumień powietrza, który dosłownie potrafi rozwiać włosy.
Na najwyższym poziomie prędkości zasięg strumienia jest imponujący, a jednocześnie poziom generowanego hałasu pozostaje wciąż akceptowalny. Na najniższych obrotach urządzenie jest z kolei na tyle ciche, że bez poczucia dyskomfortu dla otoczenia można go używać w miejscach publicznych, otwartym biurze czy podczas oglądania telewizji.
Ultradrobna mgiełka (Mist) to drugi z wariantów pracy. Kiedy sam wiatr to za mało, bo powietrze przypomina żar z piekarnika, z pomocą przychodzi dedykowana nasadka rozpylająca. Działa ona niczym zaawansowane systemy klimatyzacji mgłowej, które możemy spotkać w luksusowych kurortach lub letnich ogródkach restauracyjnych.
W zestawie znajdują się wymienne wkłady dostarczające wodę do ultradźwiękowego generatora. Wystarczy napełnić system niewielką ilością wody, a urządzenie zaczyna tworzyć zjawiskową, mikroskopijną mgiełkę. Słowo „ultradrobna” to nie jest pusty slogan — w przeciwieństwie do tanich psikaczy z supermarketu, które plują gigantycznymi kroplami niszczącymi makijaż lub zostawiającymi mokre plamy na odzieży, Shark tworzy niewidoczną, atomizowaną chmurkę. Woda o tak małej średnicy kropel natychmiast odparowuje po zetknięciu ze skórą, zabierając ze sobą ogromne ilości ciepła w procesie chłodzenia ewaporacyjnego. Daje to niesamowite uczucie ulgi bez efektu zmoczenia.
Funkcja trzecia to płyta chłodząca InstaChill. To chyba tutaj doszukać można się największej przewagi Shark ChillPill nad innymi systemami. Jeśli kiedykolwiek po wyczerpującym treningu lub podczas morderczego upału miałeś ochotę przyłożyć sobie do czoła lub karku kostkę lodu czy puszkę z mrożonym napojem — to właśnie po to stworzono technologię InstaChill.
Urządzenie zostało wyposażone w specjalną, aluminiową płytkę, pod którą ukryto zaawansowane ogniwo termoelektryczne (wykorzystujące tzw. zjawisko Peltiera). Po naciśnięciu przycisku i aktywacji tego modułu, w ciągu dosłownie kilku sekund, metalowa powierzchnia staje się drastycznie zimna — lodowata w dotyku.
Przykładasz tę powierzchnię do punktów pulsowych na swoim ciele: na kark, na wewnętrzną stronę nadgarstków, na skronie lub w zgięciach łokci. W ten sposób błyskawicznie schładzasz krew krążącą tuż pod skórą, która następnie rozprowadza ten chłód po całym organizmie. To rozwiązanie stosowane przez medyków i zawodowych sportowców, przeniesione do eleganckiego, podręcznego gadżetu. Spadek temperatury na płytce sięga aż 9 stopni, a cicha praca w tym trybie sprawia, że Shark może działać też jak zimny kompres.
Uczucie jest absolutnie uzależniające. To natychmiastowe ugaszenie fizjologicznego pożaru, działające całkowicie niezależnie od panującej na zewnątrz wilgotności, co daje systemowi InstaChill ogromną przewagę w strefach o klimacie równikowym, gdzie pot i parowanie nie zdają egzaminu. A jeśli twoje auto jest akurat u mechanika i jeździsz starym gruchotem bez klimatyzacji, tylko takie rozwiązanie przyniesie ci wreszcie ulgę. Żaden wiatrak czy nawet mgiełka nie mogą się z tym równać.
Dwuczęściowa konstrukcja to nie tylko efektowny design
Źródłem zasilania Shark ChillPill jest wbudowany, wysokowydajny akumulator litowo-jonowy, który zajmuje jedną z 2 tubek będących konstrukcją urządzenia. W trybie standardowego wentylatora, na niskich bądź średnich obrotach, akumulator pozwala na długie godziny nieprzerwanego działania. 1. bieg wentylatora pozwala na nawet 11 godzin pracy i jest praktycznie bezgłośny. Bez problemu mogłem postawić sobie ChiillPilla tuż za klawiaturą komputera i chłodzić twarz przez całą zmianę w pracy.
Włączanie mocniejszych trybów czy korzystanie z funkcji specjalnych dodatkowo skraca ten czas. Warto przy tym przypomnieć, że płyta InstaChill czy generator mgiełki nie są jedynie pasywnym elementem zestawu, lecz głowice te łączą się z zasilaniem przez piny.
| Prędkość wentylatora | Tylko wentylator | Wentylator + mgiełka |
| 1 | Do 11 godzin | Do 4 godzin |
| 5 | Do 4.5 godziny | Do 2 godzin |
| 10 | Do 1.5 godziny | Do 1 godziny |
| Poziom InstaChill | Płyta chłodząca |
| 1 | Do 2 godzin |
| 2 | Do 1 godziny |
Sprzęt ładowany jest z użyciem złącza USB-C, które ukryte jest za gumową zaślepką. Czas ładowania od 0% do 100% jest niestety długi, bo wynosi 3,5 godziny. Na plus natomiast należy zaliczyć możliwość jednoczesnego ładowania np. z powerbanku i używania sprzętu.
Jak łatwo odczytać z tabeli, uruchomienie modułu InstaChill wiąże się ze znacznie większym drenażem baterii. Wynika to z faktu, że ogniwa Peltiera potrzebują sporo energii do wygenerowania tak drastycznej różnicy temperatur. Chłodzenia kontaktowego rzadko używa się jednak nieprzerwanie. Zazwyczaj służy ono do „strzałów” zimna trwających po kilkadziesiąt sekund. W takim cyklu mieszanym akumulator daje radę.
Urządzenie, jak i same baterie litowo-jonowe, spełniają wszystkie rygorystyczne normy bezpieczeństwa ICAO. Oznacza to brak stresu na bramkach lotniskowych. ChillPill może być w 100% legalnie przewożony w bagażu podręcznym na pokładzie samolotów.
Porozmawiajmy o pieniądzach
559,99 zł to ogromna kwota jak za taki mały gadżet. Gdy pytałem znajomych „w ciemno”, ile taki sprzęt może kosztować po prezentacji jego możliwości, najwyższa propozycja wyniosła 350 zł. Również i dla mnie byłoby to maksimum, które skłonny bym był wydać. No a jestem idealnym odbiorcą Shark ChillPill, bo duże różnice temperatur, gdy np. w biegu dotrę do pociągu, sprawiają, że po prostu rozpływam się i potrzebuję chwili, na uspokojenie reakcji ciała. To samo w samolocie, gdy maszyna jest jeszcze na pasie i klimatyzacja ledwo działa.
Co więcej, w pudełku z Shark ChillPill dostajemy wyłącznie urządzenie, głowice z woreczkiem na nie, 3 zapasowe wkłady do mgiełki i przewód USB. Za pasek na rękę producent chce dodatkowych 30 zł, za pasek na ramię 50 zł, pokrowiec z paskiem na szyję to 90 zł, uchwyt na rower 100 zł, klips na pasek 70 zł, a etui podróżne 130 zł.
Przy cenie za sprzęt zbliżającej się do 600 zł i co tu dużo mówić, urządzeniu z segmentu premium, liczyłbym jednak na bogatszy zestaw akcesoriów. Szczególnie że dwa obracające się względem siebie korpusy urządzenia nie do końca sprawdzają się w każdej sytuacji i chociaż jakiś pasek na nadgarstek znacząco poprawiłby ergonomię, nie wspominając nawet o zaczepie na szyję, rozwiązaniu powszechnie stosowanym w Azji w przypadku innych systemów osobistego chłodzenia.
Shark jest jednak pewien swego — masz aż 60 dni na testy i zwrot
Nie mogę przy tym powiedzieć złego słowa o samym działaniu urządzenia. Obsługa wygodnym pokrętłem oraz ekranem stanowiącym klikany, fizyczny przycisk natychmiast wchodzi w krew. Nieco psuje mi design zaślepka na port USB-C, bo czasem trudno ją wcisnąć na swoje miejsce, ale całościowo jest naprawdę dobrze.
Materiałowo zaś część zawierająca akumulator wykończona została błyszczącym tworzywem, co przy spoconych dłoniach daje wrażenie tłustej powierzchni. Chyba lepszy efekt dałaby tutaj guma, która dodatkowo stabilizowałaby zarówno chwyt, jak i ewentualne rozłożenie naszego transformersa na stole.
Shark zdecydował się przy tym na aż 60-dniowy program satysfakcji dla zakupów realizowanych w sklepie producenta. Możemy więc przetestować urządzenie bez ryzyka, że nie spełni naszych oczekiwań.
Podsumowanie
Shark ChillPill to system prywatnego chłodzenia klasy premium, no i w cenie też premium. Porządne wentylatory osobiste ściągane z Azji to wydatek około 80 zł, a chyba najbardziej premium na polskim rynku był do tej pory Dyson HushJet Mini Cool, wyceniony na 399 zł. Tak naprawdę jednak trudno znaleźć dla Shark ChillPill realnego konkurenta, bo ultradźwiękowy generator mgiełki i ogniwo termoelektryczne wykorzystujące zjawisko Peltiera w zestawie to prawdziwy unikat. I chyba tak długo, aż konkurenci nie skopiują tego typu rozwiązań, ceny są, jakie są — wysokie.
Jedno jest natomiast pewne. Shark stworzył system, który autentycznie chłodzi, długo pracuje na baterii i nie jest jedynie daremnym przesuwaniem gorącego powietrza w stronę twarzy przy dźwiękach jak z suszarki do włosów. Szczególnie praktycznie bezgłośny system InstaChill, z metalową płytką potrafi być wielką ulgą w podróży i ukoi chłodem niejedną migrenę. Ewaporacyjna mgiełka też robi swoje, ale szkoda, że zbiorniczek na wodę nie jest duży i trzeba liczyć się z dolewaniem wody.
Największy test Shark ChillPill jest jeszcze przede mną, podczas podróży do południowych Chin. Upały mamy w Polsce jednak już teraz, więc nie zwlekam z recenzją. A werdykt jest następujący: jeśli cię tylko stać, to kupuj. Shark ChillPill autentycznie działa — to nie marketing, to technologia.
-
Cichy i niezwykle skuteczny moduł InstaChill,
-
Moduł do ultradźwiękowej mgiełki
-
Wygodny system sterowania (pokrętło i wyświetlacz-przycisk)
-
Satysfakcjonująco długi czas pracy
-
Cicha praca na mniejszych obrotach
-
Starannie wykonana, obrotowa obudowa
-
Zaporowa cena
-
Ubogi zestaw akcesoriów
-
Brak szybkiego ładowania