Donald Trump jak Mentzen. A nazwał TO oszustwem

Donald Trump i jego rodzina w ubiegłym roku zarobili fortunę na kryptowalutach. Prezydent USA kilka lat temu zmienił front i okazał się wielkim zwolennikiem tego rodzaju aktywów. W błędzie są jednak ci, którzy myślą, że za zarobione pieniądze lokator Białego Domu kupuje np. Bitcoina.

Maciej Sikorski
1
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Telepolis.pl
Donald Trump jak Mentzen. A nazwał TO oszustwem

Walcząc o drugą kadencję, Donald Trump okazał się być sojusznikiem branży krypto. Deklarował, że USA staną się światową stolicą tej branży, że osłabi regulacje i nadzór nad sektorem. W ten sposób zapewnił sobie wsparcie finansowe i głosy zwolenników cyfrowych aktywów. W ramach podziękowania częściowo zrealizował swoje obietnice. Ten wątek jego działalności wciąż zasługuje na uwagę.

Dalsza część tekstu pod wideo

Rodzina Trumpów zarobiła krocie na kryptowalutach

Niedawno głośno zrobiło się o deklaracji finansowej Donalda Trumpa i jego bliskich. Z dokumentów, którym przyjrzała się m.in. Agencja Reutera, wynika, że tylko w ubiegłym roku przedsięwzięcia kryptowalutowe przyniosły Trumpom ponad 1,4 mld dolarów. Na tę kwotę składają się m.in. wpływy ze sprzedaży tzw. memecoinów sygnowanych nazwiskiem prezydenta. Mowa o setkach milionów dolarów. Nastały czasy, gdy najpotężniejszy człowiek na planecie dorabia się na żarcie internetowym. 

Niemal 800 mln dolarów przyniosło Trumpom przedsięwzięcie kryptowalutowe World Liberty Financial. Część tej kwoty pochodzi ze sprzedaży udziałów w biznesie, część ze sprzedaży samych tokenów. Nie można zatem napisać, że o krypto tylko mówił, a po wyborach zapomniał o branży – okazał się godnym podziwu praktykiem. Tematem na osobny wpis jest to, czy i inwestorom udało się zarobić na tym interesie…

Donald Trump pieniądze inwestuje w akcje i obligacje

Tym razem interesuje nas jednak inna kwestia. Bo wbrew deklarowanemu uwielbieniu dla cyfrowego pieniądza, Donald Trump okazał się dość konserwatywnie nastawionym inwestorem. Agencja Reutera przeanalizowała wspomniane już oświadczenie majątkowe i okazało się, że prezydent stawia raczej na akcje i obligacje. Konkretne kwoty trudno ustalić, ale nie mówimy tu o drobnych – w grę wchodzą setki milionów dolarów.

Niech inni kupują krypto. My będziemy je sprzedawać

Ten mechanizm jest dość zabawny: rodzina wychwala kryptowaluty, zachęca do ich zakupu (będąc jednocześnie sprzedawcą), ale zarobione pieniądze pakuje nie w Bitcoina, ale w papiery wartościowe. Trudno uznać ich za chodzącą reklamę biznesu krypto. Z drugiej jednak strony, trzeba pamiętać, co Donald Trump mówił o tym segmencie rynku nim się „nawrócił”. Otóż określił go mianem „scam” (oszustwo). Prezydent USA uznawał ten biznes za zagrożenie dla dolara, a Bitcoina nie postrzegał jako waluty – przekonywał, że jego wartość opiera się na niczym.

Wychodzi zatem na to, że poglądów aż tak bardzo nie zmienił. Przynajmniej w odniesieniu do własnego portfela. A jeśli ktoś chce wierzyć w krypto i jeszcze da na tym zarobić Trumpom? Droga wolna – ci ludzie są mile widziani.