Lekarz umiera, dane znikają. Pacjenci w potrzasku
Śmierć lekarza prowadzącego prywatny gabinet to ogromny problem dla jego pacjentów. Okazuje się, że odzyskanie własnej historii choroby graniczy wtedy z cudem. Prezes UODO bije na alarm i domaga się od Ministerstwa Zdrowia szybkiej zmiany przepisów.
Pacjent w prawnej pułapce
Sprawa wyszła na jaw po skardze jednej z pacjentek. Kobieta leczyła się u lekarza prowadzącego indywidualną praktykę. Gdy medyk zmarł, dostęp do jej dokumentacji medycznej został całkowicie zablokowany. Nie był to odosobniony przypadek, bo podobne sygnały regularnie trafiają do Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO).
Zgodnie z ustawą o prawach pacjenta, po śmierci lekarza prowadzącego własny gabinet, jego kartoteki powinna przejąć właściwa okręgowa izba lekarska. Dotyczy to sytuacji, w których żaden inny podmiot nie przejmuje oficjalnie działalności zmarłego. W teorii prawo chroni więc pacjenta. W praktyce przepis jest martwy, bo ustawodawca nie określił, jak dokładnie ma wyglądać procedura przejęcia tych wrażliwych danych.
Samorządy łatają dziury w prawie
W obliczu dziurawych przepisów okręgowe izby lekarskie zaczęły radzić sobie na własną rękę. Wydają wewnętrzne uchwały oraz instrukcje. Część z nich zakłada, że izba przejmuje dokumentację dopiero wtedy, gdy złoży o to wniosek osoba mająca do niej fizyczny dostęp. Najczęściej jest to spadkobierca zmarłego lekarza. Jeśli rodzina takiego wniosku nie złoży, dokumenty leżą w szufladzie, a pacjenci zostają z niczym. W innych izbach takiego wymogu nie ma, co tylko potęguje chaos.
Takie działanie budzi poważne zastrzeżenia Prezesa UODO, Mirosława Wróblewskiego. Zwraca on uwagę, że informacje o zdrowiu podlegają szczególnej ochronie na mocy RODO. Zasady ich przetwarzania oraz zabezpieczania muszą wynikać wprost z ustawy, a nie z wewnętrznych regulaminów samorządu lekarskiego.
Potrzebne jasne zasady i kary
Prezes UODO próbował już wcześniej interweniować w Naczelnej Izbie Lekarskiej. Samorząd rozkłada jednak ręce. Tłumaczy, że nie ma żadnych narzędzi prawnych, by na własną rękę szukać dokumentacji w domach czy gabinetach zmarłych lekarzy i odbierać ją rodzinom. Z chwilą śmierci medyka izba lekarska wykreśla go ze swoich rejestrów. Powinno to być automatycznym sygnałem do zabezpieczenia kartotek pacjentów, ale w praktyce proces ten w ogóle nie rusza.
Dlatego Mirosław Wróblewski skierował oficjalne pismo do minister zdrowia, Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Apeluje w nim o pilne zmiany w prawie. Nowe przepisy muszą precyzyjnie określać, jak izby lekarskie mają ustalać miejsce pobytu dokumentacji i w jaki sposób mają ją fizycznie przejmować.
Szef UODO idzie nawet o krok dalej. Proponuje nałożenie obowiązku wydania kartotek na osoby, które dysponują nimi po śmierci lekarza. Gdyby rodzina lub współpracownicy zmarłego odmawiali oddania dokumentów, państwo powinno mieć narzędzia do ich przymusowego wyegzekwowania. W piśmie do resortu zdrowia pojawiła się też propozycja wprowadzenia sankcji karnych dla osób, które wbrew przepisom przetrzymują cudzą dokumentację medyczną. Bez tego prawa pacjentów nadal będą istniały tylko na papierze.