Vivo X Fold6 w moich rękach. Samsung ma się czego obawiać
W Chinach swoją premierę miał właśnie składany smartfon Vivo X Fold6. Urządzenie trafiło w moje ręce, dzięki czemu mogłem mu się przyjrzeć z bliska.
Składane smartfony typu „fold” radzą sobie coraz lepiej na rynku i coraz więcej producentów ma takie urządzenia w swoim portfolio. Jedną z takich firm jest chiński Vivo, który właśnie pokazał w Państwie Środka urządzenie X Fold6.
Na początek nowy składak będzie dostępny wyłącznie w Chinach, dlatego ja również otrzymałem wersję chińską. Czym się ona różni od tej przeznaczonej choćby na polski rynek? Przede wszystkim oprogramowaniem. Języka polskiego tu nie uświadczymy, a gdy zmienimy język systemowy na angielski, wciąż wiele rzeczy będzie po chińsku. Nie ma też usług Google czy sklepu Google Play, ale to można doinstalować.
Oczywiście, wariant globalny będzie bardziej przyjazny dla Europejczyków. Na premierę musimy jednak jeszcze trochę poczekać.
Akcesoria, za którymi tęsknimy
Vivo X Fold6 przyjechał do mnie w sporym, eleganckim pudełku o fakturze przypominającej skórę. W jego wnętrzu znalazłem przede wszystkim smartfon w kolorze błękitnym, a także komplet przydatnych akcesoriów. W tym coś, czego w Polsce już od dawna nie dostaniemy – szybką ładowarkę o mocy 100 W.
Pozostałe elementy kompletu to między innymi kabel USB-C, metalowa igła do wysuwania tacki na dwie karty nanoSIM oraz etui na tył telefonu w pasującym kolorze.
Zgrabny, choć bardzo pojemny
Vivo X Fold6 to piękny smartfon, który bardzo dobrze się prezentuje w błękitnej, lekko gradientowej kolorystyce. W porównaniu z używanym przeze mnie na co dzień Samsungiem Galaxy Z Fold7, Vivo ma zbliżone rozmiary, a jeśli są jakieś różnice, nie przekraczają one 2-3 milimetrów.
Każda z połówek chińskiego składaka jest też o ułamek milimetra grubsza od swoich koreańskich odpowiedników. Mimo tego, firma Vivo zmieściła w jego wnętrzu akumulator o pojemności aż 7000 mAh. Jako użytkownik Samsunga ze skromną baterią 4400 mAh mogę tylko pozazdrościć. Bez obaw – X Fold6 nie sprawia wrażenia cięższego od Folda 7.
Duża pojemność z pewnością przełoży się na komfortową pracę przez cały dzień z dala od ładowarki, a być może nawet dwa. A gdy zabraknie energii, możemy ją bardzo szybko uzupełnić, przewodowo lub bezprzewodowo, z mocą odpowiednio 80 W i 40 W. Tymczasem w Samsungu mam marne 25 W i 15 W – może w Foldzie 8 będzie trochę lepiej.
Vivo, podobnie jak Samsung, zastosowało w swoim składaku czytnik linii papilarnych zintegrowany z przyciskiem zasilania. Działa to bardzo dobrze. Jest też funkcja rozpoznawania twarzy.
Wygodna konstrukcja i dwa ekrany
X Fold6 bardzo łatwo się składa i rozkłada, a zawias działa płynnie. Po złożeniu nie ma widocznej luki między połówkami, Całość przypomina wtedy zwykły smartfon – duży, ale niezbyt gruby (około 9 mm).
Vivo X Fold 6 ma dwa wyświetlacze, których przekątne są niemal identyczne, jak w przypadku Samsunga Galaxy Z Fold7. Ekrany okładki mają taką samą szerokość, która odpowiada "zwykłym" smartfonom o podobnej wielkości. Komfort korzystania z klawiatury ekranowej jest więc identyczny. Oczywiście, do pisanie najlepiej użyć dużego ekranu - tam klawiatura jest znacznie wygodniejsza.
Oba panele w składanym Vivo zapewniają świetną jakość obrazu z żywymi kolorami oraz wysoką jasnością, przydatną szczególnie w słoneczne dni. Możemy też liczyć na odświeżanie na poziomie 120 Hz i doskonały kontrast. A bruzda w miejscu zgięcia? Jest, ale trochę mniej widoczna niż w Samsungu.
Multimedialną stronę smartfonu uzupełniają głośniki stereo. Grają one głośno i czysto.
Wydajność z najwyższej półki
Vivo X Fold6 to flagowiec wyposażony w podobny procesor, jak model X300 Pro, czyli MediaTek Diemnsity 9500, tu z dopiskiem „Super”. W połączeniu z 12 GB RAM-u daje to bardzo wydajny duet. Wszystko w smartfonie działa płynnie i się nie zacina.
Wariant, który trafił w moje ręce, miał 512 GB pamięci masowej. Powinno to wystarczyć zdecydowanej większości użytkowników. A jeśli ktoś potrzebuje więcej, może sięgnąć po pojemniejszą konfigurację.
Aparaty godne flagowca
Posiadacze smartfonów Samsunga, na przykład ja, przyzwyczaili się do tego, że koreańskie składaki nie są najlepszymi urządzeniami do robienia zdjęć. Tymczasem Vivo zastosowało w swoim najnowszym produkcie potężny foto-zestaw, złożony z głównego aparatu o rozdzielczości 200 Mpix (f/1.68, PDAF, OIS), któremu towarzyszą dwa aparaty o rozdzielczości 50 Mpix – ultraszerokokątny (f/2.0, PDAF) oraz teleobiektyw peryskopowy (f/2.57, PDAF, OIS, zoom optyczny 3x, cyfrowy 100x). Są też dwa aparaty o rozdzielczości 20 Mpix (f/2.4), zintegrowane z ekranami.
Fotograficzny arsenał Vivo X Fold6 prezentuje się bardzo dobrze na papierze. A jak wypada w starciu z rzeczywistością? Przekonaj się sam, oglądając zamieszczone poniżej zdjęcia. Dodałem też przykładowe nagrania wideo – dzienne i nocne.
Zdjęcia dzienne:
Zdjęcia nocne:
Filmy:
Tak powinien wyglądać nowoczesny składak
Vivo pokazuje zupełnie nowe podejście do urządzeń ze zginanym ekranem. Inżynierowie zmieścili ogromny zapas energii w zaskakująco smukłej obudowie. Telefon świetnie leży w dłoni i zupełnie nie ciąży podczas codziennego użytkowania. Konstrukcja zamyka się przy tym gładko i bez widocznych szczelin.
Producent nie zapomina też o miłośnikach mobilnej fotografii. Składana obudowa nie wymusza kompromisów względem jakości zdjęć, a zastosowane aparaty oferują możliwości znane z tradycyjnych flagowców. Wszystko to wspierają świetne wyświetlacze oraz bardzo płynnie działający system.
Ograniczeniem pozostaje obecnie wyłącznie rynek zbytu i oprogramowanie. Brak globalnej dystrybucji czyni ten sprzęt ciekawostką dla fanów nowinek. Ewentualna premiera w Europie może jednak mocno zmienić układ sił na sklepowych półkach.
Dokładniejszą specyfikację smartfonu, chińskie ceny oraz termin europejskiej premiery znajdziesz w podlinkowanym niżej newsie.