Sprawdziłem rozkładany panel z Action. Przepłacanie nie ma sensu

Jeśli lubię coś bardziej, niż tanie gadżety z Action, to jest to tania fotowoltaika z Action. Mimo to tym razem muszę opowiedzieć Wam o prawdziwej porażce produktowej. 

Paweł Maretycz (Maniiiek)
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Telepolis.pl
Sprawdziłem rozkładany panel z Action. Przepłacanie nie ma sensu

W tym roku już sprawdziłem jeden panel. A dokładniej 10-watową bestię, za którą dałem 38,95 zł, która naprawdę pokazała pazur. Postanowiłem więc iść za ciosem i sprawdzić kolejny, znacznie mocniejszy, bo 28-watowy za 85,95 zł. No dobrze, tak naprawdę obydwa kupiłem tego samego dnia, w tym samym sklepie. Po prostu najpierw zająłem się mniejszym. Ot, nie miałem innego wyjścia.

Dalsza część tekstu pod wideo

Wygląd i wykonanie

Tu jest bardzo dobrze. Panel składa się z 4 segmentów, ma pomarańczowe wykończenie, a po złożeniu w kupie trzyma się dzięki magnesom. Rozłożony może natomiast wisieć na dołączonych do zestawu karabinkach, które możemy przewlec przez cztery pętle montażowe, lub postawić go dzięki rozkładanym nóżkom. 

Sprawdziłem rozkładany panel z Action. Przepłacanie nie ma sensu

Na jego tyle znajduje się natomiast cała elektronika, która została schowana w kieszonce zamykanej na zamek błyskawiczny. Świetne miejsce do wsadzenia kabla, a nawet małego powerbanku. Jeśli zaś chodzi o wyjścia, to do dyspozycji mamy dwa porty: USB-A i USB-C. Warto dodać, że panel, chociaż 28-watowy, może oddać przez USB-C maksymalnie 15 W, czyli 5 V i 3 A.

Jak to działa?

Jest... źle. Nawet bardzo źle. Pierwsze testy wyglądały obiecująco: panel oddawał 13 W mocy w jasny, słoneczny, ale nie szczególnie upalny dzień. A potem wpadł w pętle restartów, w której przez kilka sekund dostarczał moc 13 W, a przez kilkanaście nie działał wcale. Przy okazji niezwykle mocno się nagrzał. O wiele bardziej, niż panel 10-watowy, który wisiał obok, lub starszy, 28-watowy z ubiegłego roku, którego recenzji jednak nie przygotowałem, bo został wycofany ze sprzedaży, a to zupełnie inny model.

Moja pierwsza myśl była taka, że to moja wina: przegrzałem go na słońcu i się zepsuł. Gościła ona w mojej głowie jakieś 15 sekund i o 15 sekund za długo. To przecież panel fotowoltaiczny. Gdzie go miałem trzymać jak nie na słońcu? No dobrze, ale przecież zawsze można mieć pecha i trafić na felerny egzemplarz. Pisanie recenzji na podstawie jednego wadliwego modelu nie jest zbyt rzetelne. 

Sprawdziłem rozkładany panel z Action. Przepłacanie nie ma sensu

Testy drugie podejście

Kupiłem więc kolejny panel. W innym sklepie. W zupełnie innym mieście. Tak dla pewności, czy nie trafiłem na trefną partię. I wiecie co? Działa. Tylko co to za działanie... Dane te pochodzą z mojego ulubionego gadżetu tego roku, czyli stacji zasilania Anker Solix C300X, która pozwala na jednoczesne ładowanie jej z dwóch portów USB-C. Do jednego portu podłączyłem panel 10-watowy z poprzedniej recenzji, a do drugiego nowy panel 28-watowy. Obydwa wiszą na balkonie w identycznej pozycji, czyli są skierowane prostopadle do promieni słonecznych. I wiecie co? Kiedy ten tańszy i mniejszy dawał 5 W, to testowany 28-watowy oferował jedynie 4 W mocy. 

Początkowo podejrzewałem, że może segment, lub kilka nie działają i stąd tak żenujący wynik. Zasłaniałem więc je po kolei, ale nie: przy zasłonięciu dowolnego segmentu moc panelu spadała jeszcze bardziej, bo do 3 W. Wychodzi więc, że pojedynczy segment daje z siebie 1 W, przy idealnych warunkach, a powinien dawać 6 W wedle zadeklarowanych wartości. 

Podsumowanie

Sprawdziłem rozkładany panel z Action. Przepłacanie nie ma sensu
I z powrotem od pudła. Następnie do sklepu po zwrot pieniędzy

Nie zrozumcie mnie źle: nie twierdzę, że w sklepie nie ma paneli, które byłyby dobre. Czyli dawałyby nawet te 13 W mocy, nie uszkadzając się od słońca. Być może nawet ktoś z Was kupił jeden z tych paneli i jest zadowolony z jego działania. 

Ja jednak kupiłem dwa, z dwóch różnych lokalizacji, aby mieć pewność, że nie trafiłem na felerną serię i... obydwa okazały się elektrośmieciami. Chociaż jeden nadaje się tylko do wyrzucenia, a drugi od biedy coś nam naładuje. Po prostu zrobi to gorzej od znacznie tańszego i mniejszego panelu, który można kupić w tym samym sklepie. 

Więc albo mam kosmicznego pecha, albo ten model paneli to awaryjne dziadostwo niewarte cienia uwagi. I tu pojawia się pytanie: czy warto wydawać 85,95 zł i ryzykować, że kupimy coś tak bardzo bezużytecznego? Osobiście uważam, że nie. Jeśli szukacie jak najtańszej sensownej fotowoltaiki, to polecam model za 38,95 zł.

A ja tymczasem biegnę do Action. Nie po zakupy, a po to, aby zwrócić wadliwy towar. I zrobię to po raz drugi z dokładnie tym samym sprzętem. Szkoda, ale widocznie nie zawsze da się kupić coś taniego w niskiej cenie. Czasami oszczędność oznacza wyrzucenie pieniędzy w błoto i zakup bubla. I o ile ja przynajmniej mam z tego materiał na tekst, tak Wy zostaniecie co najwyżej z frustracją i poczuciem zmarnowanych pieniędzy i czasu. 

Solarne rozczarowanie: 1/10
plusy
  • Jedn z dwóch paneli jako-tako działa...
  • Jakość wykonania
  • Podpórki do ustawienia panelu
  • Kompaktowe wymiary
  • Kieszonka na kabel
minusy
  • ... jako tako, czyli gorzej niż tańszy i panel z tego samego sklepu
  • Jeden się przegrzał na słońcu i przestał działać