Mars i Księżyc odtwarzane w Polsce? Padło na legendarną lokalizację
Osadnictwo na Księżycu czy Marsie będzie się wiązało z szeregiem wyzwań. Aby im sprostać, trzeba eksperymentować na Ziemi. Gdzie? Pojawił się pomysł, by robić to w Polsce. I to w historycznym miejscu.
Giełdowy debiut SpaceX okazał się hitem. Spółka Elona Muska może i nie imponuje wynikami finansowymi, ale udało jej się w ekspresowym tempie wskoczyć do grona biznesowych potentatów. Podmioty o wyższej kapitalizacji można policzyć na palcach jednej dłoni. Z przytupem sprzedano opowieść o przyszłych sukcesach. Czas pokaże, ile było w tym mocnych argumentów, a ile bajkopisarstwa. Zaintrygowany czekam na rozwój wypadków.
Z równie dużym zaciekawieniem będę śledził ewentualną realizację rodzimego pomysłu z kosmicznego podwórka. Otóż kiełkuje u nas myśl, by w likwidowanej kopalni Wujek w Katowicach stworzyć Centrum Symulacji Osadnictwa Kosmicznego.
Księżyc mamy w domu, czyli adaptacja kopalni
Wygląda na to, że kosmiczna misja Ignis, podczas której Sławosz Uznański-Wiśniewski promował pierogi, natchnęła Polaków do snucia ambitnych planów. Może i nie będzie to otwarcie baru mlecznego na Księżycu, ale efekt może być równie ciekawy: zbudujemy sobie Księżyc w domu. Konkretnie na Śląsku.
Delegacja ze wspomnianego przed momentem regionu udała się niedawno do stolicy, by tam przekonywać polityków do następującej idei: przekształcenia kopalni Wujek, a przynajmniej jej części, w Centrum Symulacji Osadnictwa Kosmicznego. Śmiały, ale nierealny koncept uczniów szkoły podstawowej? Otóż nie, w skład delegacji weszły lokalne grube ryby: Marcin Krupa (prezydent Katowic), Wojciech Saługa (marszałek woj. śląskiego), Dawid Pasek (wiceprzewodniczący zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii) czy Monika Rosa (posłanka). Towarzyszyli im prof. Ryszard Koziołek (rektor Uniwersytetu Śląskiego) oraz Tomasz Rożek – pomysłodawca przedsięwzięcia.
Mocna ekipa pojechała do Warszawy, równie mocarna drużyna przyjmowała gości. W tym gronie należy wymienić Marcina Kulaska (minister nauki i szkolnictwa wyższego), Wojciecha Balczuna (minister aktywów państwowych) czy Mariana Zmarzłego (wiceminister energii). Przywołany już Marcin Krupa tak podsumował rozmowy w swoich mediach społecznościowych:
To inicjatywa, która w niezwykły sposób łączy historię z nowoczesnością, otwierając zupełnie nowe możliwości dla nauki, innowacji i współpracy między środowiskiem akademickim, samorządowym oraz biznesowym.
Brzmi pięknie. Kciuk w górę. Ale o co właściwie w tym chodzi? Już tłumaczę.
Większość Polaków zapewne słyszała choć raz o kopalni Wujek. Zazwyczaj mówi się o niej w grudniu, przy okazji kolejnej rocznicy brutalnej pacyfikacji strajku górników, do której doszło w 1981 roku, krótko po wprowadzeniu stanu wojennego. Przez dekady był to nie tylko symbol oporu przeciw komunistycznej władzy, ale też po prostu zakład pracy. Wydobycie węgla zakończono tam jednak kilka lat temu, a obecnie twa likwidacja kopalni. Towarzyszy temu dyskusja dot. przyszłości sporej przestrzeni w tkance miejskiej.
Pokopalniane hektary można zaadaptować na różne sposoby, a przykłady znajdziecie w samych Katowicach – na takich działkach stanęły m.in. centrum handlowo-usługowe, muzeum czy budynki mieszkalne. Na terenie dawnej kopalni Wieczorek powstaje Hub Gamingowo-Technologiczny. Koncept dla Wujka też jest gotowy i przewiduje różne realizacje: od sportowych, przez kulturalne, po mieszkaniowe. Nie zapomniano o nauce. I tu dochodzimy do sedna sprawy.
Tomasz Rożek, znany w kraju popularyzator nauki, przekonuje, by na tym terenie zrealizować także Centrum Symulacji Osadnictwa Kosmicznego. Dlaczego akurat tam? Wyjaśnienie jest dość proste: jeśli już ludzkość spróbuje się osiedlić poza Ziemią, to plany te będzie realizować najpewniej pod powierzchnią np. Księżyca czy Marsa. Po co zatem tworzyć od podstaw środowisko testowe, skoro można wykorzystać już istniejącą infrastrukturę? Pisząc krótko: plan idealny. A trzeba do tego dodać, że pomysł wpisuje się w szerszy plan – władze Katowic oraz Metropolii starają się o zlokalizowanie na Śląsku Centrum Technologicznego Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). O to nie będzie łatwo, bo swoją kandydaturę zgłosiło kilka innych polskich miast. Niebawem powinniśmy się przekonać, kto wygra ten prestiżowy wyścig.
Tymczasem warto się pochylić nad ideą Centrum Symulacji Osadnictwa Kosmicznego. Na pierwszy rzut oka to świetny pomysł – nie ma nad czym dumać, to trzeba realizować. Jednak im dłużej ktoś się nad tym zastanawia, tym więcej pojawia się wątpliwości.
Jeden projekt się nie spina, więc odpalmy kolejny
Wspomniałem już, że na terenie dawnej kopalni Wieczorek powstaje Hub Gamingowo-Technologiczny. Jak sama nazwa wskazuje, ma to być miejsce przeznaczone dla podmiotów z branży gier komputerowych oraz szerzej z IT. Ostatnio zaczęto oczywiście wspominać o tzw. sztucznej inteligencji. Inwestycja zdecydowanie nie należy do tanich, mowa jest o grubo ponad 1 mld zł. I tu ciekawostka. Niedawno pojawiły się doniesienia o przetargu na realizację kolejnego etapu projektu. Najniższa oferta wyniosła ponad 415 mln zł. Tymczasem miejska spółka odpowiedzialna za tę realizację przewidziała na ten cel niewiele ponad 250 mln zł.
Jest problem? No jest. Omawiany etap obejmuje m.in. budowę wielkiej hali, w której mają się mieścić studio filmowe i gamingowe, magazyny, przestrzeń dla graczy, mowa jest też np. o podziemnym parkingu. Albo z czegoś trzeba będzie zrezygnować, albo należy wyczarować pieniądze. Spore pieniądze. Dodam, że realizowany już etap inwestycji też wymagał sporego przekroczenia budżetu. Wydaje się przy tym mało prawdopodobne, by w Katowicach wymyślono, jak rozmnażać pieniądze.
Tradycja, nowoczesność i dług
Ktoś powie: może i drogo, ale warto. Bo miasto/region będą się rozwijać za sprawą nowych technologii. A dodatkowo zachowa się miejsce z tradycją. Należy dodać, że na hub będą się składać także odpowiednio zaadaptowane budynki pokopalniane: cechownia, łaźnia, stolarnia czy lampownia. Nawet nazwa całego przedsięwzięcia ma nawiązywać do kopalni: Shaft K (shaft to po polsku szyb). To akronim od Silesian Hub for Advanced Future Technologies (Śląskie Centrum Zaawansowanych Technologii Przyszłości). Brzmi dumnie.
Gdzie w tym wszystkim problem? Otóż nie zrealizowano jednej dużej inwestycji, a mowa jest o kolejnej. Na pierwszą brakuje setek milionów złotych, tymczasem lokalni politycy chcą inicjować nowy projekt, który zapewne do tanich nie będzie należał. Jasne część pieniędzy może pochodzić z centralnego budżetu, część z kasy unijnej. Ale resztę trzeba będzie dosypać ze swojej skarbonki. Docelowo pewnie oznacza to zaciągnięcie długu.
Duże pieniądze potrafią kusić...
Pojawił się wątek lokalnych polityków, więc i przy nim trzeba się na chwilę zatrzymać. Otóż na Śląsku jest ostatnio gorąco za sprawą tzw. afery tramwajowej. Sprawa nie jest błaha, bo dotyczy inwestycji na gigantyczne sumy, a śledztwo prowadzi Prokuratura Europejska. Efekt jest taki, że dochodzi do kolejnych zatrzymań, stawiane są zarzuty, lokalne struktury KO próbują ugasić pożar, bo to przedstawiciele tego ugrupowania znaleźli się pod lupą śledczych. Zainteresowanym polecam zagłębienie się w to piekiełko.
Czy w takich okolicznościach przyrody należy uruchamiać kolejne duże inwestycje? Niech każdy sam sobie odpowie na to pytanie.
Przepustką w kosmos miał już być lot polskiego astronauty
Zwolennik kosmicznego projektu powie w końcu: tak, to będzie kosztować. Może nawet w trakcie realizacji pojawią się jakieś nieścisłości. Ale finalnie powstanie coś wartościowego. Kopalnia ewoluuje w przestrzeń do testowania rozwiązań przyszłości! W tym celu warto się zadłużyć, bo zysk jest pewny. Jest? Przypomina mi się historia naszego astronauty. Sławosz Uznański-Wiśniewski został wysłany w kosmos na koszt polskiego podatnika, mowa o setkach milionów złotych. I miał to być gigantyczny impuls dla polskiej branży kosmicznej. Czy był? Wielu Polakom ten lot kojarzy się chyba dzisiaj głównie z pierogami.
Zapewne znajdzie się niewiele osób, które bez mrugnięcia okiem stwierdzą, że działania towarzyszące misji astronauty zostały w Polsce dobrze przemyślane i zrealizowane. Może to tylko moje odczucia, ale całość sprawiała wrażenie totalnej improwizacji. Chaos na pełnej. Lot miał być inspiracją dla uczniów czy studentów, ale udało się to zrealizować w stopniu dalece niewystarczającym. Politycy opowiadają, że przełoży się to na wielkie zyski branży kosmicznej, jednak konkretnych wyliczeń brak. Człowiek, który mógł zostać symbolem, stał się obiektem drwin piosenkarki.
Biorąc to wszystko pod uwagę (a jest jeszcze kilka innych wątków), trudno mi skakać z radości, gdy czytam, że tereny pokopalniane mogą się zamienić w poligon doświadczalny dla biznesu kosmicznego. Na razie widzę w tym przede wszystkim potencjał na wielkie obietnice, niespełnione nadzieje i pytania o to, co poszło nie tak. Bardzo chciałbym się mylić.