Cła Donalda Trumpa zadziałały. Amerykanie stracili miejsca pracy

Cła nakładane przez administrację Donalda Trumpa nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Przynajmniej do takich wniosków można dojść po zapoznaniu się z przypadkiem zakładu firmy Whirlpool. Fabryka tnie etaty na masową skalę.

Maciej Sikorski
3
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Cła Donalda Trumpa zadziałały. Amerykanie stracili miejsca pracy

Donald Trump miał uczynić Amerykę ponownie wielką, a jednym ze sposobów realizacji tego celu były cła. Nakładane z przytupem i na wszystkich. Moment, w którym ogłoszono ich wprowadzenie, nazwano nawet "dniem wyzwolenia". Sprawa dość szybko wywołała szeroki sprzeciw, także w samych USA. Okazało się, że uderzanie cłami na oślep może narobić sporych szkód i niekoniecznie jest zgodne z prawem. A zamiast lekarstwem, okazuje się trucizną.

Dalsza część tekstu pod wideo

Whirlpool zwalnia w USA. Cła nie pomogły

Agencja Reutera przyjrzała się bliżej fabryce lodówek Whirlpoola w stanie Iowa. W ciągu ostatniego roku pracę straciła tam (lub straci niebawem – redukcje są w toku) połowa z 2 tys. pracowników. Dla lokalnej społeczności nie są to dobre wieści, to samo mogą powiedzieć politycy Partii Republikańskiej, która przygotowuje się do listopadowych wyborów. Bo jak teraz wytłumaczyć wyborcom, że zastosowało się wskazaną wcześniej terapię, ale przyniosła ona skutek odwrotny do zamierzonego?

Ktoś zapyta, czy owe cła rzeczywiście miały wpływ na redukcję zatrudnienia. Odpowiedź jest twierdząca – Whirlpool musiał więcej zapłacić za stal i importowane części do produkowanego AGD. Szybko okazało się, że USA nie są samowystarczalne i samo "zachęcenie" do produkcji na rodzimym rynku nie musi przynieść pozytywnych skutków. A już z pewnością nie w krótkim czasie. Na razie sprawa wygląda tak, że Whirlpool przenosi produkcję pralek… do Meksyku. A giełdowe notowania spółki spadły w ciągu kilku kwartałów o wysokie kilkadziesiąt procent.  

USA i UE przez dekady pracowały na ten problem

Czy za obecną sytuację pracownicy winić mogą jedynie Trumpa? Nie. Sprawa jest zdecydowanie bardziej zawiła i nie da się jej rozwiązać jednym podpisem w blasku fleszy. USA pracowały na tę sytuację przez całe dekady, to wypadkowa wielu złych decyzji i krótkowzrocznych działań. Stany Zjednoczone nie są zresztą odosobnione w tym dramacie – Unia Europejska zgotowała sobie podobny los. W ostatnim czasie dobrze widać to na przykładzie branży motoryzacyjnej. Volkswagen może być zmuszony do wielkiej redukcji etatów nie dlatego, że w ostatnich kwartałach Komisja Europejska podjęła skrajnie złe decyzje. Problem narastał od dawna, ale nie poświecono mu należytej uwagi.

Nie można też wykluczać, że podjęcie działań naprawczych znacznie wcześniej i tak doprowadziłoby do zwolnień. Przecież żyjemy w czasach postępującej automatyzacji. Inwestowanie w nią, by zwiększyć wydajność przy jednoczesnym utrzymywaniu takiej samej liczby etatów, nie brzmi jak plan na sukces. To raczej potwierdzenie, że system nie funkcjonuje zbyt dobrze. 

Rewolucja SI czy powrót do fabryk Detroit?

Amerykanie obecnie stoją w dziwnym rozkroku. Z jednej strony chcą sobie zafundować reindustrializację, dzięki której wrócą "stare dobre czasy". Praca w fabryce będzie pewna i dobrze płatna. Z drugiej strony gigantyczne środki pompowane są np. w rozwój tzw. sztucznej inteligencji, która w teorii ma wywrócić nasz świat do góry nogami. Te biliony dolarów są inwestowane po to, by stworzyć zakłady na miarę XX-wiecznego Detroit? Oba zjawiska trudno będzie pogodzić. 

Straszenie nowymi cłami brzmi dość zabawnie

Doniesienia z zakładów Whirlpoola ciekawie korespondują z niedawną deklaracją Donalda Trumpa. Prezydent zapowiedział, że nałoży gigantyczne cła na każdy kraj, który zdecyduje się wprowadzić podatek cyfrowy. W teorii może to dotyczyć także Polski. Piszę "w teorii", bo trudno mi wyobrazić sobie, że nasi politycy decydują się na taki krok. I dotyczy to wszystkich opcji politycznych. Jeśli jednak danina stanie się faktem, to z dużym zaciekawieniem będę obserwował reakcję Białego Domu. W samo wprowadzenie karnych ceł wierzę. W to, że przysłużą się one Stanom już mniej.