Drżyjcie ze strachu dobrzy ludzie. Von der Leyen ogłosiła nowe plany
Polski rząd zapowiadał, że rozpocznie walkę z obecnym kształtem ETS-ów, które to mają hamować europejski przemysł i rozwój. No cóż... najwyraźniej na zapowiedziach się skończy.
To znaczy, nie żebym wątpił w prawdomówność naszych Włodarzy. Baa... trzymam kciuki za sukces tej walki. Problem w tym, że Ursula Von der Leyen właśnie ogłosiła, że ETS-y są super i ma na nie zupełnie nowe pomysły. A dokładniej na pieniądze, które są z nich generowane. I o ile trudno nie zgodzić się z jej celami, tak mam wątpliwości, czy ich realizacja w dokładnie w ten sposób to dobry pomysł. Zwłaszcza w okresie, kiedy europejska gospodarka ma się raczej... no nie za dobrze i to z powodu wysokich cen energii.
ETS-y zostają i są wobec nich wielkie plany
Otóż pieniądze z ETS-ów mają zostać przeznaczone na rozwój czystych źródeł energii. I pewnie zaraz pojawią się pewne niewygodne pytania w styku: jak to, zostaną? To na co były przeznaczane do tej pory?! No cóż, to... skomplikowane. Otóż środki te były rozdzielane pomiędzy kraje członkowskie i trafiały do ich budżetów. Jednak z naciskiem, że mają one być przeznaczane na cele klimatyczne i związane z transformacją energetyczną.
Mogły więc trafiać i na rozwój OZE, ale też na transport miejski, czy na termomodernizację budynków użyteczności publicznej, jak gminny ośrodek kultury będący siedzibą główną Koła Gospodyń Wiejskich w Szynwałdzie, czy dowolnego innego. Teraz wszystko pójdzie na energię.
Skąd ta zmiana?
A to proste: bo Europa energetycznie nie jest samowystarczalna. OZE, czy atom to nie tylko czysta energia. To także energia, którą możemy pozyskiwać bez dostaw z zewnątrz. Samochody elektryczne są odporne na kryzysy, takie jak ten w tej osławionej cieśninie. Energia z tych źródeł ma w nosie dostawy węgla, czy gazu z zewnątrz. Tu nie chodzi tylko o bycie ekologicznym, ale przede wszystkim o niezależną i silną Europę.
Operacja przebiegła pomyślnie: pacjent nie dycha
I tu pojawia się pewien problem: plany są dalekosiężne, a cel jest słuszny. Rzecz w tym, że wysokie ceny energii elektrycznej i kryzys paliwowy już teraz są potężnym problemem dla europejskich firm. I aby te się trzymały, warto byłoby im pomóc albo przynajmniej przestać je obciążać dodatkowymi kosztami, jakimi są ETS-y.
Wprowadzenie tego pomysłu w życie po zażegnaniu kryzysu i ustabilizowaniu sytuacji byłoby o wiele lepszym pomysłem, niż zrobienie tego w czasie, kiedy świat płonie.